Dziś o  biegu,który odbył się jeszcze w lutym w iście zimowo-odwilżowej scenerii.

4 lutego w Łomnica k/Głuszycy-II  Bieg Koliby Łomnickiej.Trudna trasa,sporo śniegu,błoto ,dystans do pokonania 15,5 km ale z dużym  przewyższeniem wynoszącym 665m. Zawody miały charakter koleżeński,jednak z pomiarem czasu i nagrodami ale najważniejsza była dobra zabawa.Pobiegły tam i świetnie się bawiły.




Ewa Kita oraz Kasia Lach-Papciak. Dla porządku odnotujmy,że dziewczyny dobiegły do mety z czasami:Kasia 2.22 38 -20 miejsce wśród kobiet a Ewa 24 miejsce z czasem 2.26.11.Brawo Dziewczyny

Jak było można zobaczyć na fotkach oraz przeczytać relację Ewy.

„Szukamy Koliby Łomnickiej, miejsca startu, droga coraz węższa, mam wrażenie, że za chwilę zniknie i wyrośnie przed nami zaspa. Jest, drewniana śliczna chata, wyciąg narciarski i piękny błękitny banner WRC. Jeszcze tylko zaparkować auto tak by nie zakopać się w błocie, a co gorsza nie udekorować błotnymi piegami biegaczy parkujących obok. Już mi się podoba, będzie fajnie, a na pewno wesoło, stwierdzam kiedy jedno z aut wywija piruety na środku plaskającego przyjaźnie błotka.
W Kolibie już otwarte biuro, pachnie gorącą czekoladą, przy stolikach spotkania biegaczy i opowieści o zbiegach, podbiegach, śniegu po pas. Poziom zadowolenia, że przyjechałam rośnie!
Przebieramy się, podziwiam białe getry Łukasza Łukasz Kuzbyt i oczyma wyobraźni widzę te śnieżnobiałe cacko po biegu. Obowiązkowa fota z flagą Kędzierzyna Koźla pod bannerem startowym musi być, bo dzisiaj jest z nami nadworny fotograf, serwisant, dyrektor ekipy- Waldek. Waldemar Kitta
Jak zawsze zagadana na starcie ruszam z opóźnieniem, ale mała strata, głęboki śnieg i spory podbieg sprawia, ze biegniemy „sznurkiem”, nurkowania w śniegu i śmiechu nie brakuje na początku potem zaczyna się podejście na Szpiczak i tu już nie jest do śmiechu. Ale kiedy już wdrapujemy się na szczyt, pod wieżę, mało kto nie wyjmuje telefonów by zrobić zdjęcia. Pogoda zagwarantowana była chyba w pakiecie startowym, bo mgła cudownie rozstąpiła się i panorama ze Szpiczaka zatrzymała na moment nawet najszybszych biegaczy. Zbieg… taki na przetrwanie, zamknęłam oczy i skok w głęboki śnieg, kangurzymi susami , a często zjazdami na tyłku udało się „zbiec” , potem jeszcze dwie powtórki, ale już nie takie straszne i słychać odgłosy z mety. Żeby nie było różowo, trzeba było balansować obolałym ciałem, żeby „godnie” na dwóch kończynach przekroczyć linię mety. 




Medal- alpejski dzwonek ręcznie robiony, chociaż celniej nazwać go można dzwon zrobił imprezie taki klimat, że hej! Już z oddala słychać było dźwięk tych „dzwoneczków” w rękach wolontariuszy oczekujących na finiszerów, a w drodze do parkingu „stada” owieczek i baranków radośnie pobrzękiwały zdobytymi medalami .
II Bieg Koliby Łomnickiej „odhaczony” w kalendarzu biegowym, ale zapamiętany jako jeden z „najulubieńszych”, bo kameralny, świetnie zorganizowany, z unikalną atmosferą, a przede wszystkim przepiękną, wymagającą trasą, zimową aurą atrakcyjną dla mieszczuchów. Atmosferę biegu tworzą też ludzie, tu zebrali się chyba sami sympatyczni, przyjaźni, pomocni. Ideą biegu był bieg koleżeński, potwierdzam, był taki !”


1 2 3 4 5 6 7